• Home Exchange
  • Vacation Rentals
  • B&B

Choose from over 15 000 listings worldwide! Join our worldwide network today!

 

Wyprawa na Jawę
- część piąta -

Reported by Darek Strzelecki© All rights reserved.

Trasa od Dżogdżakarty na wschód...

Odcinek prawie czterystu kilometrów od Dżogdżakarty w kierunku wschodnim jest wyjątkowo uciążliwy. Dominują zielone terasy pól ryżowych, równikowe lasy porastające pagórkowate, wręcz górzyste tereny i jakby jedna, niekończąca się wieś wzdłuż drogi.

Postój. Utrwala się przypuszczenie, że restauracją zarządzają krewni, bądź znajomi naszego przewodnika Erwana. To on skutecznie, jak dotąd, sugeruje przerwy w podróży. Tak, czy inaczej, to niezły pomysł zostać zaskoczonym fantazją szefa kuchni i jedynym w swoim rodzaju smakiem jawajskich potraw, owoców morza, orientalnych przypraw. I zapachem kadzidełek lub goździkowego dymu z papierosów. Erwan pokazuje, jak muzułmanie spożywają swój obiad, bez sztućców, za pomocą palców, które myje się w wodzie wlanej do czarki. Jak chwyta się kawałki ryżu, moczy w sambalu i spożywa. Każdy z nas pozostanie przy tradycyjnej łyżce i widelcu. Choćby ze względu na ostrożność. Szczególnie, gdy chodzi o wodę. Mycie rąk po wyjściu z bardzo „prostej” toalety bez znajomej muszli, nie przekonuje, że rzeczywiście można nimi jeść bez obaw. Nie higiena, bowiem, ale warunki do modlitewnej kontemplacji są według gospodarza ważniejsze. Pomieszczeniu do modlitw, z dumnym napisem nad wejściem „Mushola”, poświęcono większe pieniądze i uwagę.

Po posiłku spacer na plantację kauczukowca. Gospodarz chętnie pokazuje ponacinane pnie z naczyńkami, wypełnianymi powoli przez spływający biały lateks. Rano, gdy pozyskiwanie surowca następuje najbardziej efektywnie, pracownicy nacinają od kilkudziesięciu do kilkuset drzew, potem wracają by zebrać płynną substancję. Te same drzewa na nowo mogą być nacięte po raz kolejny po kilkunastu dniach, zawsze poniżej wcześniejszych miejsc, z tej samej strony. Drzewo pozostaje nieeksploatowane przez kilka lat, gdy nie ma już miejsca na rowki. Po trzech latach kauczukowiec na nowo „pracuje”, ale szczeliny w korze wykonuje się z przeciwnej strony względem tych wykonanych wcześniej.

Około dwudziestej pierwszej autokar zatrzymuje się na parkingu w miejscowości Probolinggo, w mieście nad Cieśniną Madura. Przesiadka. To początek wijącego się w górę szlaku w kierunku Parku Narodowego Bromo–Tengger–Semeru. W kierunku krainy żywych wulkanów i księżycowych widoków. Autokary pozostają niżej. Na wysokość około dwóch tysięcy metrów po stromej, krętej, szutrowej nawierzchni nie dałyby rady.
 
Na dachu dwóch minibusów kierowcy zabezpieczają nasze walizki. Musimy im zaufać i mieć nadzieję, że gdzieś po drodze nie spadną w otchłań ciemności.
 
Przed hotelem „Bromo Permai” w Cemoro Lawang w przenikliwym chłodzie, odbieramy szczęśliwie wszystkie bagaże. Zasiadamy do późnej kolacji, ubrani w wygrzebane z ich dna kurtki…
 
Ta noc nie była długa. O w pół do czwartej pobudka. Przydają się grube swetry. Terenowe toyoty i jeepy oczekują nie tylko na nas. Wydaje się, że wszyscy hotelowi goście opuszczają na jakiś czas ciepłe łóżka. Wpisana na stałe pora wyjazdów. Wschód słońca w tym miejscu Ziemi trzeba zobaczyć. Na widokowej platformie kilkanaście kilometrów dalej. Kto pierwszy, ten zajmie lepsze miejsce do obserwacji.

Świt na wysokości 2770 metrów. Metalowa konstrukcja na wzniesieniu Penanjakan może pomieścić kilkadziesiąt osób. Zewsząd języki całego globu. Jak na kraj klimatu równikowego niecodzienne stroje turystów. Kurtki, czapki, szale, hotelowe koce…. Jeśli ktoś zapomniał, kupuje odzież z napisem "Bromo", na straganie. Miejscowi kierowcy - przewodnicy, wyróżniają się specjalnym okryciem tułowia, przypominającym poncho. Powoli wstaje dzień. Rozgadany tłum nie daje odczuć prawdziwej atmosfery poranka. Cisza i pojedyncze śpiewy ptactwa, zostają skutecznie zagłuszone. Zmienia się kolorystyka miejsca. Gdzieś w oddali dokładnie co kwadrans białe pióropusze dymne wypuszcza wulkan Semeru, najwyższy szczyt na wyspie Jawa…
 
Wulkan to świadectwo aktywności Ziemi. Efekt odsuwania od siebie płyt tektonicznych i naturalnego uzupełniania ziemskiej skorupy. Terenowe pojazdy zwożą teraz obecnych na powitaniu Słońca, w kierunku „Morza Piasku” - kaldery dawnego wulkanu Tengger. Po powierzchni, pod którą wrze. Do parkingu, skąd dalej każdy pójdzie pieszo, bądź pojedzie konno. Wszechobecni właściciele wierzchowców mają co robić. Perspektywa stąpania po piasku przez najczęściej nieprzygotowanych na taką okoliczność przybyszów, odstrasza, napełniając dolarami kieszenie tubylców. A bezustannie dymiący, znany z indonezyjskich widokówek i folderów wulkan Bromo, perfekcyjnie uformowany Batok i wciąż aktywny wulkan Semeru, to obowiązkowe punkty programu. Końcowy przystanek konnej przejażdżki u stóp Bromo. Drewniane stopnie zwane „schodami do nieba”. Ci, którzy już na górze, rozchodzą się po krawędzi krateru. Tym, co nieśpieszno, kilkukilometrowy spacer dookoła z pewnością dobrze zrobi. Wewnątrz wulkanu spękania skorupy i emanacja białego dymu z czeluści. Tu każdy wyszukuje swoje własne miejsce do odpoczynku i zadumy nad energią drzemiącą gdzieś wewnątrz. Na Bromo raz do roku przybywa pielgrzymka Tenggeneryjczyków, miejscowej ludności, by złożyć dary z warzyw, owoców i kwiatów, w czasie uroczystości „Uspokojenia”. Dawny to obyczaj, zapoczątkowany przez jednego z sułtanów, który zwolnił mieszkańców tego terenu od podatków, by w zamian czcili Brahmę, czyli Bromo. Świątynia hinduistów stojąca u stóp Bromo na stałe już wpisana jest w krajobraz Tenggeru.
 
Na nadmorskim targu grupki turystów. Stragany pełne darów morza. Muszle, wyroby i kompozycje ze skorup mięczaków, wypchane żółwie, ryby…. Ceny kuszą, ale zakup martwego zwierzęcia, naraża na pewny konflikt prawny po przylocie do domu. Ryzyko nie opłaca się, a mimo to są osoby, które je podejmują.
 
Przy brzegu barwne, nietypowe łodzie żaglowe z szeroko rozstawionymi po bokach podporami, które przypominają pajęcze odnóża i wyróżniają je spośród tych, co znane z wód Europy. Trochę jak niedoskonałe katamarany. Zacumowane na brzegowej mieliźnie, albo płytkiej wodzie. Z jednej z łódek w mętne fale wchodzi kobieta, unosząc długą spódnicę i podąża w kierunku suchej ziemi. Przy innej ojciec z synem, brodząc po pas w krótkich, postrzępionych spodenkach, wyławiają morską trawę…
 
Ketapang. Miejscowość łącząca Jawę z wyspą demonów i bogów – Bali. 8 kilometrów, które pokonuje się w półtorej godziny od chwili wyjścia promu w akwen oddzielający Ocean Indyjski od Morza Balijskiego. Trwa czasochłonny obładunek samochodami i ludźmi. Nie widać wolnych miejsc. Ktoś znajduje je w wydzielonym pomieszczeniu do muzułmańskich modlitw. Zanim jednak skieruje się w stronę Mekki, obmywa nogi pod prysznicem przed wejściem…

Testimonials

Hi there from sunny Brunswick Heads, Australia

Have had a successful change to Alaska in '09 through your site and have another arranged for Nova Scotia later this year. Plus I am hosting someone from Reunion Island in April - all through your free site. Excellent!

More testimonials

new members