• Home Exchange
  • Vacation Rentals
  • B&B

Choose from over 15 000 listings worldwide! Join our worldwide network today!

 

Wyprawa na Jawę
- część druga -

Reported by Darek Strzelecki© All rights reserved.

 

Trasa Bogor - Bandung

Za wejściem do zabytkowego ogrodu botanicznego Kebun Raya w Bogorze oczekuje lokalny przewodnik. Gospodarz parku - pasjonat roślin, z zaangażowaniem i dumą przedstawia najcenniejsze okazy z około piętnastu tysięcy gatunków eksponowanej tu flory. Ogród nie przypomina znanych w Europie podobnych obiektów. Nawet mniej zainteresowani potwierdzają, że nasze doniczkowe rośliny, tu w Bogorze występują w formach drzewiastych. Zainteresowanie wzbudza raflezja Arnolda, pasożyt zwany „trupim kwiatem”, ze względu na odór, jaki wydaje wabiąc muchówki, bez korzenia, łodygi i liści, z największym kwiatem wśród wszystkich roślin Ziemi. Kilka drzew pełne śpiących za dnia nietoperzy. Jednego do powieszenia na palcu oferuje turystom ktoś, kto na fotografowaniu ze ssakiem, tutaj zarabia.
 
Gdzieś przed Bandungiem, wśród herbacianych krzewów, pracujące kobiety w charakterystycznych kapeluszach znanych głównie z filmów o Chinach. Na nogach kalosze, ochrona przed pospolitymi tu skorpionami i wężami. Zaoferowane dwa dolary za mocno „wyeksploatowany” kapelusz, spotyka się z zaskoczeniem, potem entuzjazmem pracujących. Sprzedają z niedowierzaniem.

Pięć dolarów amerykańskich kosztuje zwiedzanie zakładu przetwarzającego zebrane z krzewów liście. Tu więdną, są segregowane, skręcane, fermentowane, suszone i pakowane w worki z wielkim napisem „tea”. Stare, hałaśliwe maszyny do sortowania, silosy i kadzie. W unoszącym się pyle zapach herbaty. Laboratorium, z dziesiątkami probówek, szklanych rurek, pracowników w białych kitlach. Jak w szkolnej pracowni chemicznej. Dyrektor obiektu, znawca i smakosz, prezentuje przygotowane do degustacji naparstki używek o różnych smakach, od barwy jasnosłomkowej, przez zielone, czerwone, do czarnych. To ciekawe doświadczenie.
 
Erwan, przypisany jawajski przewodnik, proponuje przekąsić niecodzienne danie w jednej z restauracji serwujących potrawy z jaszczurek, żółwi i węży. Przekonuje do wieczornego wyjazdu gdzieś do centrum czteromilionowego Bandungu…

Lokal okazuje się podrzędną knajpą. Przypomina socjalistyczną stołówkę. Metalowe stoliki z ceratami, lamperie…. Jedynie zapach kadzidełek i polujące na owady, ścienne gekony, dają odczucie inności. Menu proste, jak wyposażenie wnętrza. Polewka z węża, żółwia, lub ich mięso w różnych postaciach. Wybór pada na zupę z węża z cebulą, pod warunkiem, że właściciele pozwolą wejść na zaplecze i podpatrzeć proces powstawania dania. Ostatecznie za posiłek przepłacamy, bo za miskę wodnistej strawy każdy z nas wyjdzie lżejszy o 5 dolarów.

Pod ścianami magazynku jedna na drugiej, drewniane skrzynie. Jest też terrarium, z syczącymi stworami. Właściciel wylicza węże, jakie „ma na stanie”, i prosi o wybór. Kobra. Osoby siedzące na skrzyniach zostają poproszone o powstanie. W jednej z nich jest nasze, jeszcze żywe, mięso…. Syn właściciela za pomocą przyrządu w rodzaju pogrzebacza, wyciąga dorodnego okaza. Chwila zabawy, uciskowa klamra za głową węża, tasak i obnażone mięso wije się po stole kuchennym, wzbudzając odrazę i mdłości.

Obok czarek z pachnącą zupą, kelnerka ustawia kieliszek z surowym sercem kobry, w roztworze krwi i stężonego alkoholu. Dla lidera grupy. Symboliczne uwiarygodnienie odwagi, siły i roztropności….

Okolice Bandungu

Jakieś dwadzieścia kilometrów za stolicą Jawy Zachodniej znajduje się Tangkuban Prahu – „Wywrócony Okręt”. Wypełnione wrzątkiem, bulgoczącym błotem, trzy kratery ciągle aktywnego wulkanu. Na obszernym placu wulkanicznego zbocza parking dla autokarów. Zewsząd nieprzyjemny swąd wszechobecnych gazowych związków siarki. Niczym zepsute jaja. Dalej do korony „Krateru Królowej” trzeba jechać lokalnym minibusem z uwieszonym w drzwiach handlarzem pamiątek. Wszędobylscy naciągacze na tandetę z pod matrycy, tutaj oferują ją po zawyżonych cenach. Do końca towarzyszą wszystkim grupom turystów, pilnując swoich potencjalnych klientów. „Może później”, wydaje się nietrafnym sformułowaniem na ich odpędzenie. Wręcz przeciwnie!

Legenda o „wywróconym okręcie”, nawiązuje do miłości pewnego księcia do własnej matki. Książę o imieniu Sangkuriang po powrocie z długiej podróży, nie rozpoznaje kobiety, która dała mu życie. Ta nie zdradza kim jest, a jedynie kokieteryjnie odpędza natręta. Dayang Sumbi, bo tak miała na imię, ostatecznie „mięknie”, ale stawia warunek: przez noc zalotnik ma zbudować zaporę wodną na rzece Citarum, a na niej olbrzymi okręt. Młodzieniec przyjmuje wyzwanie i wszystko wskazuje na to, że do świtu sprosta zadaniu. Królowa niepocieszona skutecznie prosi bogów o wcześniejszy wschód Słońca. Prawie gotowy okręt staje się narzędziem odreagowania gniewu księcia. W furii zostaje wywrócony do góry dnem…

Punkt widokowy. Ponad dwa tysiące metrów ponad poziomem morza. Wulkan - turystyczna atrakcja jakby w cieniu miejscowego handlu. Wśród komentarzy turystów, odgłosów cywilizacji, pomarszczone ściany krateru i wrzące bagno wypełniające czeluść w spękaniach ziemskiej skorupy. Drzemiący od 1983 roku Tangkuban Prahu jakby polubił ludzi. Łagodność o wielkiej mocy przyciąga nie tylko podróżników. Daje pracę miejscowym. W jednym z kiosków wypchane gady, zrolowane skóry i wyroby z nich. Sprzedawca prezentując „towar” chwali się, że kobry łapie sam, albo ze swym wujem. Tę za osiem dolarów złapał przedwczoraj. Stały tekst wpisany w rutynową rozmowę z potencjalnym nabywcą.

Zielona ścieżka wśród gęstej roślinności wulkanicznego zbocza, schodzi ku innej atrakcji. Oto gorące źródła wody bijące z wnętrza ziemi. Przybysze stąpają po mokrych skałach pomiędzy szczelinami z buchającym wrzątkiem. Soczysty błękit nieba przesłaniany większymi lub mniejszymi kłębami białej pary. W trzydziestostopniowym upale przyszło człowiekowi jeszcze się dogrzewać…

Obnośni sprzedawcy liczą utarg. Zanim turysta odjedzie jest szansa jeszcze dobić targu. Teraz ceny radykalnie spadają. Mahoniowa figurka zamiast dziesięciu, kosztuje już tylko pięć dolarów. Gdy zamykają się ostatecznie drzwi autokaru, już tylko dwa dolary. Najwięcej zyskują wcześniej obojętni na zakupy, albo „zimnokrwiści” do końca.
 
Kilka kilometrów od wulkanu leży miejscowość Ciater. „Ujarzmione”, czterdziestodwustopniowe źródła siarkowych wód Sari Ater. Za jedyne 11000 rupii można tu przebywać cały dzień. Tym, co nie dane „wskoczyć” w kąpielówki, pozostaje moczenie nóg i „Bintang” w restauracji, przy gamelanowej muzyce na żywo.

Ciąg dalszy wyprawy na Jawę

Wiecej reportaży Darka Strzeleckiego

 

Testimonials

Hi there from sunny Brunswick Heads, Australia

Have had a successful change to Alaska in '09 through your site and have another arranged for Nova Scotia later this year. Plus I am hosting someone from Reunion Island in April - all through your free site. Excellent!

More testimonials

new members