• Home Exchange
  • Vacation Rentals
  • B&B

Choose from over 15 000 listings worldwide! Join our worldwide network today!

 

Wyprawa na Jawę

Reported by Darek Strzelecki© All rights reserved.

 
Na wysokości Ankary zapada noc. Załoga zasłania okna. Pasażerowie powoli wchodzą w objęcia Morfeusza. Zaledwie kilka godzin do świtu. To lot na wschód. Dopiero gdzieś nad  Zatoką Bengalską zrobi się przeraźliwie jasno, gdy podniesione zostaną okienne roletki…
 
Manewr lądowania rozpoczyna się, gdy widać jeszcze wody Oceanu Indyjskiego. Monitory ukazują widok z kabiny pilotów. Podgląd na lądowisko i zetknięcie maszyny z ziemią.... Oklaski pasażerów.
 
Jest dziewiąta rano. Spokój poranka w porcie lotniczym Sukarno-Hatta. O tej porze obsługa koncentruje się na przylotach. Dżakarta. Otwarte wrota Azji południowo – wschodniej. 

Dżakarta

Erwan – nasz opiekun i przewodnik po Jawie, z trudem znajduje wolny autokar z firmy „Blue Bird” i zatrzymuje niczym taksówkę. Tylko oficjalna korporacja transportowa gwarantuje bezpieczeństwo. Naciągacze na przewóz do miasta nie ustępują, do końca wierząc w powodzenie swojej misji. „Selamat Datang” – „Serdecznie Witamy”, krzyczy autostradowy bilbord w drodze do centrum.
 
Upalna pora jakby wyludniła nieco „niereprezentacyjne” części miasta. Chodnik zakrywa rów kanalizacyjny, a niezamykane wulkanizacyjno – mechaniczne warszaty wychodzą wprost na niego. Duchota i smog. Zapach, jakiego doświadcza się w niektorych miejscach, daleki od przyjemnego. Zewsząd komunikaty o potencjalnych powodziach i ptasiej grypie, przenoszonej przez koty. Higiena i pokrewne tematy, dalej oczekują w stolicy na swój czas. W tym kontekście można nieco zdenerwować się nieświadomie płucząc zęby bieżącą wodą z kranu, podczas osobistej toalety…

Jakby bezpańskie, żebrzące dzieci, przeraźliwy hałas dwusuwów, zwłaszcza trójkołowców zwanych „bajaj”, skuterów, przeładowanych ciężarówek i minibusów z otwartymi drzwiami, przez które jeszcze w czasie jazdy wyskakują, bądź dosiadają nowi pasażerowie…. O bezpiecznym przejściu na drugą stronę ruchliwej ulicy, także można pomarzyć. Tę samą ulicę można znaleźć zupełnie w innej części miasta. Kod pocztowy, charakterystyczna tablica, budynek, czy inny obiekt w pamięci, to jedyna, niepisana gwarancja dotarcia do właściwego miejsca. Trzeci świat. Domy bez wody, kanalizacji, telefonu, zbudowane z pominięciem wszelkich elementarnych zasad sztuki budowlanej. Oto dziesieciomilionowa Dżakarta od zaplecza. Daleka od „dopuszczonych do druku” obrazów, daleka od morza światła, zaskakujących iluminacji, hoteli, przedstawicielstw największych światowych koncernów, banków, szerokich alei upiększonych pomnikami bohaterów. Te znajdują się nieco dalej.
 
Słowo „Merdeka” oznacza „Wolność”. Oto dawny dżakarcki plac musztr i parad wojsk kolonialnych, obecnie miejsce tryumfu nad okupantami stacjonującymi tu do sierpnia 1949 roku. Olbrzymie połacie trawników okalające stutrzydziestosiedmiometrowy Tugu Monas – narodowy monument, symbol niepodległości. Wieża zwieńczona u szczytu ponad czternastotonowym wyobrażeniem płomienia, pokrytym z zewnątrz 35 kilogramami złota. Marmurowy obelisk określany przez niektórych „ostatnią erekcją Sukarno”…. Tak, czy inaczej, stanowi doskonały punk widokowy.

Pisane źródła zwracają też uwagę na inny pomnik, dar włoskiego rządu, dzieło Colbertado – przedstawiający niejakiego księcia Pangerana Diponegoro na koniu, bohatera z czasów tak zwanej wojny jawajskiej w latach 1825-30. Nie wydaje się, by przybywających miejsce to powalało…
 
Widoczna kilkaset metrów dalej kopuła największego w Azji południowo – wschodniej meczetu Istiqlal, jest następnym celem pieszej peregrynacji. Dzieło Frederica Silabana, indonezyjskiego architekta podobno pomieścić może około dziesięciu tysięcy wiernych.

Nieopodal - dwie inne świątynie: katolicka, neogotycka Katedra Mariacka, zwana popularnie „Gereja” i ewangelicki kościół Emanuela. W największym na świecie kraju muzułmańskim hasło „Jedność w różnorodności” -”Bhinneka Tunggal Ika”, w tym miejscu, nie wydaje się pustym frazesem.
 
Elektryczny pociąg podmiejski Kereta Api zwalnia przed dworcem Gambir. Pewnie przejechałby niezauważalnie, gdyby nie niecodzienny widok. Oto na dachu zestawu pod linią trakcyjną, podróżują ludzie…
 
Ujście rzeki Ciliwung do Zatoki Dżakarckiej wśród pustych zabudowań, pozostałości po faktoriach Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Port Sunda Kelapa. Miejsce narodzin miasta w wieku XII, ukazujące także dziś mieszkańców żyjących z morza i handlu. Nieodłączny punkt w programie zwiedzania. Na nabrzeżu obładunek wielobarwnych szkunerów. I ręczny załadunek drewna. Z niezwykłą sprawnością pracownicy przemieszczają się po wąskich kładkach bez poręczy, pomiędzy keją a wysoką burtą zdezelowanych jednostek. Dla równowagi po dwa worki na ramionach! Żadnych dźwigów i pomocniczych urządzeń. Siła, cyrkowa sprawność i uśmiech na twarzach. Przybyszowi nad przybrzeżnym szambem trudno byłoby przejść bez trapu. Szkoda, bo zapewnie za kilkaset rupii, możnaby zagościć na chwilę u morskich wilków. Przy kadłubach jednostek pracownik portu z siatką w rękach bez przekonania usiłuje zapanować nad śmietnikiem na wodzie. Jak się wydaje, od początku wysiłki te zdane są na niepowodzenie, a sposób w jaki to robi wzbudza politowanie.
 
Muzeum Narodowe stanowi inną atrakcję indonezyjskiej stolicy. Jego początki sięgają 1778 roku, ale oficjalnie obiekt zyskał tytuł muzeum w 1862 roku. Neoklasycystyczny budynek z pomnikiem słonia na placu, przed kolumnadą głównego wejścia. Wnętrze typowe: sale podzielone na okresy i określone regiony, przedstawiające dorobek ludzi zasiedlających kilka tysięcy wysp z ogólnej liczby 18108 należących administracyjnie do Indonezji. Około 300 grup etnicznych z prawie 250 językami, nie wspominając o dialektach i oficjalnym języku Bahasa Indonesia. Jawajczycy, Sundajczycy, Madurowie, Malajowie, Minangkabau, Bugijczycy, Batakowie, Balijczycy, Aczinowie…. Jakby niezależnie od siebie, rozwijające się nacje. Jest też historia „człowieka jawajskiego”, dorobek okresu kamienia łupanego, brązu, zbiory numizmatyczne, ceramika, tkaniny, łodzie rybackie, instrumenty, w tym gamelany, gongi, gendery, rebaby. Jest broń, jest sumpitan, czyli bambusowa dmuchawka ze strzałkami o zatrutych ostrzach, są rogowe, drewniane i bambusowe łuki, są krisy, czyli obusieczne sztylety o pofalowanym ostrzu i bogactwo innych wyrobów cechujących poszczególne grupy. Tu każdy eksponat fascynuje i męczy. Tak, czy inaczej, warto poświęcić 750 rupii na zwiedzanie „Słoniowego Gmachu”.

Ciąg dalszy wyprawy na Jawę

Wiecej reportaży Darka Strzeleckiego

 

Testimonials

Hi there from sunny Brunswick Heads, Australia

Have had a successful change to Alaska in '09 through your site and have another arranged for Nova Scotia later this year. Plus I am hosting someone from Reunion Island in April - all through your free site. Excellent!

More testimonials

new members